Barcelona, początek XX wieku. W ciemnych zaułkach miasta działa kobieta, której zbrodnie przeszły do historii jako jedne z najokrutniejszych w Hiszpanii. Enriqueta Martí i Ripollés, zwana przez lokalną społeczność „Babą Jagą z Barcelony”, przez lata unikała sprawiedliwości dzięki swoim powiązaniom z elitą społeczną.
Porwania, prostytucja, morderstwa
Około 1910 roku Martí zaczęła porywać dzieci z biednych dzielnic Barcelony. Część z nich zmuszała do prostytucji, obsługiwania bogatych klientów. Inne mordowała i z ich szczątków tworzyła mikstury oraz maści, które sprzedawała jako „leki uzdrawiające” dla zamożnej klienteli.
Jej modus operandi był prosty: upatrywała sobie dzieci z ubogich rodzin, które nikt nie szukał zbyt gorliwie. W swoim mieszkaniu trzymała je w klatkach, torturowała i wykorzystywała. Policja przez długi czas nie mogła złapać sprawczyni – według historyków, była chroniona przez swoich wpływowych klientów, którzy korzystali z jej „usług”.
Odkrycie prawdy
Przypadek doprowadził do aresztowania Martí. Gdy policja weszła do jej domu, znalazła przerażający widok: zaginione dzieci, ludzkie szczątki, narzędzia tortur i słoiki z „miksturami”. Jednak sprawa była tuszowana – wielu z jej klientów należało do barcelońskiej elity, co uniemożliwiało pełne wyjaśnienie wszystkich okoliczności.
Martí nigdy nie stanęła przed sądem. Według źródeł historycznych, została zamordowana w więzieniu przez innych więźniów, zanim zdążono przeprowadzić proces. Jej zbrodnie pozostają jedną z najciemniejszych kart w historii Barcelony.
Dlaczego ta historia jest tak mało znana?
Sprawa Enriquety Martí została celowo zatuszowana przez władze i media. Powiązania ze wpływowymi osobistościami sprawiły, że historia szybko zniknęła z nagłówków gazet. Dopiero w ostatnich latach historycy zaczęli na nowo odkrywać tę makabryczną zbrodnię.
To przykład tego, jak władza i pieniądze mogą chronić nawet najokrutniejszych zbrodniarzy. Baba Jaga z Barcelony to przestroga, że nie wszystkie potwory mieszkają w baśniach.





