Zaledwie dwa miesiące po wyborze na papieża Robert Prevost (Leon XIV) przeżył jedną z najzabawniejszych i najbardziej ludzkich chwil swojego pontyfikatu.
Amerykański papież zadzwonił do swojego dawnego banku w South Chicago, żeby zaktualizować numer telefonu na koncie. Operatorka infolinii poprosiła o standardową weryfikację, ale system bankowy wymagał osobistej wizyty z dowodem tożsamości. Ojciec Święty spokojnie wyjaśnił, że nie może przyjść osobiście.
Wtedy padło kultowe już zdanie: „Would it matter to you if I told you I’m Pope Leo?” (Czy miałoby dla ciebie znaczenie, gdybym powiedział, że jestem Papieżem Leonem?)
Pracownica… odłożyła słuchawkę i rozłączyła się.
Historia wyszła na jaw dzięki o. Tomowi McCarthy’emu, augustianinowi, który zna papieża od 43 lat. Opowiedział ją podczas spotkania w parafii Saints Peter and Paul pod Chicago.
Ostatecznie sprawę załatwiono „kanałami zakonu” – zadzwonił inny augustianin do prezesa banku i wszystko zostało załatwione. Bank poprosił tylko, żeby informacja nie wyszła na zewnątrz… no i oczywiście wyszła.
To jedna z tych anegdot, które idealnie pokazują, jak bardzo papież Leon XIV pozostaje zwykłym człowiekiem – nawet jako głowa Kościoła. Amerykański papież, były generał zakonu augustianów, próbuje załatwić zwykłą sprawę bankową… i dostaje typowo bankową odpowiedź.
Historia błyskawicznie obiegła świat i stała się jednym z najchętniej komentowanych wydarzeń ostatnich dni. Bo nawet papież czasem nie jest w stanie przekonać zwykłej kasjerki.





