Skandal w Nysie. Dyrektorka zgarnęła 120 tys. zł za 2 tysiące nadgodzin w dwa lata

Wyobraź sobie, że dyrektor placówki edukacyjnej zarabia fortunę na nadgodzinach. W Przedszkolu nr 10 w Nysie dyrektorka Sylwia Wardakas miała wypracować prawie 2000 godzin ponad normę w dwa lata, zgarniając ponad 120 tys. zł. Sprawa wybuchła po anonimowych doniesieniach – trwa kontrola.

Fakty o nadgodzinach

Dane pochodzą z raportu stowarzyszenia „Nysa patrzy”. W 2024 r. Wardakas rozliczyła 994 godziny ponadwymiarowe i zastępstwa, co dało jej 64 870 zł. Rok później, w 2025 r., było 981 godzin za 56 500 zł.

To oznacza dodatkowe ponad 6 godzin dziennie w dni robocze. Jak to możliwe w jednym przedszkolu? Dyrektorka tłumaczy brakami kadrowymi i opieką nad dziećmi z niepełnosprawnościami.

Zarzuty od pracowników

Anonimowa skarga nauczycieli i personelu wstrząsnęła Nysą. Twierdzą, że to oni wykonywali zastępstwa, a wynagrodzenia zgarniała szefowa. Pojawiły się oskarżenia o mobbing i poniżanie.

  • Pracownicy mieli sprzątać w domu dyrektorki.
  • Czuli się wykorzystywani i zmuszani do nadgodzin bez zapłaty.
  • Sprawa trafiła do urzędu miasta i rady.

Reakcja władz i polityków

Gminny Zarząd Oświaty prowadzi kontrolę. Przeprowadzono ankiety wśród pracowników i analizę dokumentów. Burmistrz Kordian Kolbiarz obiecuje decyzje po zakończeniu.

Radny Bartłomiej Dykta złożył interpelację. Podkreśla, że dyrektor może zastępować tylko w wyjątkach. Inny radny, Sławomir Siwy, chciał debaty na sesji – bez skutku.

Głos dyrektorki

Wszelkie oskarżenia, które pojawiają się w mediach społecznościowych, są informacjami, które są nieprawdziwe. Godziny, które są wypracowane przez moją osobę, wynikają z braków kadrowych w placówce, jak również z rozszerzoną praktyką, którą prowadzimy jako przedszkole, czyli pracujemy z dziećmi niepełnosprawnymi i tam wchodzą w przygodę i terapię. Jestem pewna, że do żadnych nieprawidłowości nie doszło. Jestem spokojna, natomiast to, co się dzieje w przestrzeni medialnej, to jest coś strasznego.

Sylwia Wardakas stanowczo zaprzecza. „To pomówienia godzące w moje imię” – mówi. Złożyła zawiadomienie do prokuratury i narzeka na hejt w sieci.

Podkreśla, że godziny wynikają z realnych potrzeb: braki personelu i terapia dla dzieci. „Jestem spokojna, bo wszystko zgodne z prawem” – dodaje w rozmowie z mediami.

Co dalej w Nysie?

Sprawa pokazuje problemy w oświatowych finansach. Nadgodziny to częsty temat, ale taka skala budzi pytania o nadzór. Czekamy na wyniki kontroli – mogą zmienić wszystko w tym małym przedszkolu.

guest
0 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze