Rafał Trzaskowski ogłosił to oficjalnie: referendum w sprawie odwołania władz Warszawy nie odbędzie się. Organizatorzy w dwa miesiące nie zebrali wymaganego minimum.
Prezydent stolicy napisał na X: „Organizatorzy akcji nie zebrali w ciągu ostatnich dwóch miesięcy wystarczającej liczby podpisów”. Dodał, że ma przed sobą ponad dwa lata kadencji i będzie realizował plany rozwoju miasta.
Ile podpisów było, ile trzeba było
Stołeczna Operacja Referendalna Macieja Wilka zebrała 111 tysięcy podpisów. Żeby zwołać referendum, potrzeba 10 procent wyborców Warszawy – około 132 tysięcy ważnych podpisów.
Brakuje więc ok. 21 tysięcy. Organizatorzy i tak nie składają list do komisarza wyborczego. Wilk ogłosił wynik na konferencji przy kinie Muranów, tam gdzie w lipcu startowała zbiórka.
Próg ważności samego referendum byłby jeszcze wyższy: około 450 tysięcy głosujących (3/5 frekwencji z ostatnich wyborów samorządowych). Do tego etapu sprawa w ogóle nie doszła.
Co mówi druga strona
Wilk nie ukrywa porażki formalnej, ale twierdzi, że akcja i tak „zagoniła prezydenta do pracy”. Napisał, że 111 tysięcy Warszawiaków powiedziało „dość” i że SOR – już jako Stołeczna Organizacja Rozwoju – będzie dalej patrzeć władzy na ręce.
Jednocześnie zarzucił PiS-owi, że jako opozycja nie zaangażowali się w zbiórkę nawet we własnych strukturach. To, jak mówił, największe rozczarowanie.
Co to oznacza
Trzaskowski zostaje prezydentem Warszawy. Rada miasta też nie zostanie odwołana. Dwa miesiące ulicznej zbiórki nie wystarczyły, by odtworzyć scenariusz z Krakowa, gdzie referendum odwoławcze przeszło.
111 tysięcy podpisów to dużo jak na oddolną akcję. Do ustawowego minimum zabrakło jednak ponad 20 tysięcy. W Warszawie referendum się nie odbędzie.





