Pani Mirella ze Świętochłowic, 43‑letnia kobieta, która przez 27 lat praktycznie nie opuszczała mieszkania, stała się symbolem skrajnej izolacji i sporu o granice opieki społecznej. W końcu do sądu trafił wniosek o przymusowe umieszczenie jej w domu pomocy społecznej.
O co chodzi w sprawie Mirelli?
Mirella od lat mieszka w rodzinny mieszkaniu, pod pełną kontrolą rodziców. W mediach opisano jej dom jako „domowy areszt” – bez kontaktu, bez pracy, bez prawdziłego życia społecznego.
Zniknęła z pola widzenia w 1998 roku, gdy miała 15 lat; jej rodzice mówili sąsiadom, że „zaginęła”, a świat nie zaczął wtedy jej szukać.
Spędziła prawie trzy dekady w jednym, małym pokoju, bez kontaktu z zewnętrznym światem, bez imprez, szkół ani normalnego życia społecznego. Prawda wyszła na jaw dopiero w 2025 roku, gdy sąsiadka usłyszała krzyki z mieszkania i wezwała policję.
Znaleziono wtedy kobietę w bardzo złym stanie zdrowia – ledwo chodzącą, bez dowodu osobistego, z głębokim urazem psychologicznym po dziesiątkach lat zamknięcia.
Od tamtego czasu Mirella jest objęta opieką społeczną, ale jednocześnie toczy się sprawą rodziną: prokuratura bada przypadek znęcania się psychicznego i fizycznego, a urzędy rozważają przymusowe umieszczenie jej w domu pomocy społecznej.
Przymusowe umieszczenie w DPS – co to oznacza?
Przymusowe umieszczenie w domu pomocy społecznej jest wyjątkowym narzędziem, stosowanym tylko wtedy, gdy osoba nie chce się zgadzać, a jednocześnie jej zdrowie lub życie są uznawane za zagrożone.
Zgodnie z ustawą o pomocy społecznej, bez zgody potrzebne jest wniosek do sądu opiekuńczego, czasem z poparciem prokuratury.
W przypadku Mirelli wniosek został skierowany do Sądu Rejonowego w Chorzowie, a jego celem jest – jak głosi urzędnik – tzw. „zabezpieczenie dobra osoby wymagającej wsparcia”.
Sąd, zanim podpisze taką decyzję, musi przeanalizować opinie biegłych, sytuację rodzinną, a także fakty zgromadzone przez prokuraturę.





