Rozpad Polski 2050 otwiera nowy rozdział Polskiej polityki centrum

W środę 18 lutego 2026 roku stało się to, o czym spekulowano od miesięcy: Polska 2050 Szymona Hołowni przestała istnieć w dotychczasowej formie. Grupa 18 parlamentarzystów – w tym minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, Ryszard Petru, Aleksandra Leo, Mirosław Suchoń i kilkunastu innych – opuściła partię i ogłosiła powstanie nowego klubu parlamentarnego pod nazwą Centrum. To nie jest drobny rozłam. To koniec projektu, który jeszcze trzy lata temu miał być świeżym, centrowym powiewem w polskiej polityce.

Z perspektywy obserwatora, który śledzi polską scenę od lat, ten moment nie zaskakuje, ale boli. Polska 2050 powstała na fali entuzjazmu wokół Hołowni – charyzmatycznego mówcy, który obiecywał politykę bez hejtu, bez skrajności, z naciskiem na kompetencje i przyszłość. Dziś ten sam projekt rozpada się na naszych oczach, zaledwie kilka miesięcy po tym, jak Hołownia poległ w wyborach prezydenckich i oddał stery Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz. Wewnętrzny konflikt okazał się silniejszy niż wspólna wizja. Jedna frakcja chce być lojalnym wsparciem dla Donalda Tuska, druga – zachować niezależność i centrowy profil. Efekt? Dwa kluby zamiast jednego i poczucie, że marzenie o „trzeciej drodze” właśnie się skończyło.

Nowa formacja Centrum deklaruje, że chce być miejscem kompromisu i pragmatyzmu. Hennig-Kloska podkreśla, że to przestrzeń, w której „spotykają się ludzie i wypracowują dobre rozwiązania”. Brzmi pięknie, ale w polskiej polityce takie deklaracje rzadko wystarczają. Petru wraca do gry po latach przerwy, Leo i inni przynoszą doświadczenie – to może być ciekawy miks. Pytanie tylko, czy Centrum zdoła zbudować szersze zaplecze poza Sejmem, czy pozostanie klubem poselskim bez realnego zaplecza terenowego.

A co z koalicją 15 października? Premier Donald Tusk już pospieszył z uspokojeniem: obie strony – zarówno Pełczyńska-Nałęcz, jak i Hennig-Kloska – zapewniły go o lojalności wobec rządu. Większość parlamentarna ma przetrwać do wyborów w 2027 roku. W teorii wszystko gra. W praktyce jednak rozpad Polski 2050 to poważny cios dla konstrukcji koalicyjnej. Trzecia Droga (która przecież była sojuszem Polski 2050 i PSL) traci spójność. PSL pozostaje, ale bez silnego partnera z centrum staje się bardziej wystawione na presję. Lewica zyskuje względnie, bo słabsza centrowa flanka oznacza, że KO będzie musiała bardziej liczyć się z jej postulatami. A to z kolei może generować nowe napięcia.

Czy rząd może się rozpaść? W najbliższych miesiącach raczej nie. Tusk ma doświadczenie w klejeniu koalicji z gorszych materiałów. Obie nowe grupy potrzebują stabilności, żeby nie zniknąć w sondażach. Renegocjacja umowy koalicyjnej jest jednak nieunikniona – mandaty, stanowiska, wpływy na resorty. To będzie prawdziwy test. Jeśli Centrum zacznie grać samodzielnie, a resztki Polski 2050 poczują się marginalizowane, pęknięcia mogą się pogłębić. Wystarczy jeden większy kryzys – budżetowy, unijny czy związany z reformą sądownictwa – i delikatna równowaga runie.

W mojej opinii to nie jest tylko wewnętrzna sprawa jednej partii. To symptom szerszego problemu polskiej centrowej polityki: trudność w utrzymaniu spójności, gdy lider traci impet, a ambicje personalne biorą górę nad programem. Hołownia zbudował ruch na charyzmie, ale nie na silnych strukturach. Efekt widzimy dziś. Polska potrzebuje silnego, racjonalnego centrum – nie jako dekoracji, ale jako hamulca przed skrajnościami. Czy Centrum wypełni tę lukę, czy tylko ją pogłębi? Czas pokaże.

Jedno jest pewne: polska polityka właśnie stała się odrobinę bardziej dynamiczna i – niestety – bardziej nieprzewidywalna. Koalicja 15 października przetrwa, ale już nigdy nie będzie taka sama. A my, wyborcy, dostaliśmy kolejną lekcję, że żadne ugrupowanie nie jest wieczne. Nawet te, które zaczynały z największym kredytem zaufania.

guest
0 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Przewijanie do góry