Tomasz Fogiel, aktor, solista i pedagog Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni, nie żyje. Miał 73 lata; o jego śmierci w czwartek 15 października poinformował teatr.
Informację przekazano w mediach społecznościowych teatru. Zespół napisał: „Żegnamy wspaniałego aktora, wieloletniego kolegę i ważną część naszej teatralnej rodziny”. Teatr złożył też kondolencje rodzinie i bliskim. Według Radia Gdańsk Fogiel był jednym z najbardziej doświadczonych członków zespołu artystycznego.
Przyczyna śmierci
Przyczyny śmierci nie podano. Do chwili publikacji nie ma też informacji o terminie i miejscu pożegnania ani o tym, czy rodzina wydała oświadczenie.
Kim był Tomasz Fogiel
Był absolwentem Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi, który ukończył w 1975 roku, jak podaje portal Teatr dla Wszystkich. Karierę zaczynał w łódzkim Teatrze Nowym, później występował na scenie Teatru Wybrzeże w Gdyni. Od 1985 roku był związany z Teatrem Muzycznym w Gdyni – przez ponad cztery dekady.
Jak pisze RMF FM, początkowo planował krótki epizod na tej scenie, ale został w niej na dłużej. Rozwijał nie tylko umiejętności aktorskie, lecz także taneczne i wokalne. Zajmował się również kształceniem młodych artystów.
Najważniejsze role
Widzowie zapamiętali go przede wszystkim ze „Skrzypka na dachu” w reżyserii Jerzego Gruzy, gdzie grał Motela Kamzoila i karczmarza Mordkę. Według RMF FM w tym spektaklu wystąpił około 500 razy. W „Jesus Christ Superstar” wcielał się w Heroda i Piotra.
Wiele osób zna go z tytułów „Lalka” i „Chłopi”. To jednak realizacje teatralne, nie filmowe: w „Lalce” zagrał doktora Szumana, a w „Chłopach” Ślepca. W tych przedstawieniach występował w Gdyni, a nie w ekranizacjach.
Pożegnania
Zespół artystyczny teatru opublikował osobne wspomnienie. Współpracownicy nazywali aktora „Panem Tomkiem” i, jak podaje Dzień Dobry TVN, podkreślali jego wiedzę teatralną, chęć dzielenia się doświadczeniem i opowieści z wieloletniej pracy na scenie. RMF FM określa go jako nieformalnego kronikarza i dobrego ducha gdyńskiego teatru.





Komentarze