W Wielkiej Wsi pod Krakowem naukowcy potwierdzili pierwsze w Polsce w pełni rozwinięte gniazdo szerszenia żółtonogiego (Vespa velutina), zwanego azjatyckim. To gatunek inwazyjny, groźny przede wszystkim dla pszczół miodnych.
Owady zauważono w październiku. Według relacji naukowców dla PAP, przytoczonej przez „Rzeczpospolitą”, gniazdo w Wielkiej Wsi jest w pełni rozwinięte. Później pojedyncze osobniki zaobserwowano też w pasiece Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, ale gniazda tam dotąd nie znaleziono.
Jak wykryto szerszenia
Sprawa zaczęła się od zdjęcia dorosłego osobnika opublikowanego w aplikacji iNaturalist. Niezależnie pszczelarze wrzucali na fora zdjęcia szerszeni krążących przy ich ulach. Pszczelarz Henryk Hudy skontaktował się z naukowcami, którzy potwierdzili gatunek. Następnie zgłosili go państwowym służbom przyrodniczym i zorganizowali wyprawę rozpoznawczą. W potwierdzeniu uczestniczyli m.in. badacze z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, Uniwersytetu Jagiellońskiego, Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu i Instytutu Ochrony Przyrody PAN.
Dr Łukasz Nicewicz z Uniwersytetu Śląskiego powiedział PAP, że potwierdzone są na razie dwa stanowiska, ale eksperci spodziewają się kolejnych. Zaskoczyła ich lokalizacja. Najbliższe polskiej granicy znane stanowisko znajdowało się w czeskiej Opawie, więc szerszenia oczekiwano raczej w województwie śląskim niż w małopolskim. Szerszeń żółtonogi pojawił się w Europie w 2004 roku we Francji, a później dotarł m.in. do Niemiec i Czech.
Dlaczego jest groźny dla pszczół
Pszczołowate to podstawowy pokarm tego szerszenia. Według Nicewicza poluje on tuż przy wlocie do ula, co może niemal całkowicie zatrzymać loty pszczół w pasiece. Zbieraczki nie wracają wtedy z pokarmem, a rodzinie grozi śmierć głodowa. Bartłomiej Molasy z Uniwersytetu Jagiellońskiego dodał, że w Europie Zachodniej to ogromny problem. Rodziny pszczele słabną, tracąc dużo pszczół, albo zostają uwięzione w gnieździe.
Wiosenne gniazda są małe i często powstają pod zadaszeniami lub w zabudowaniach gospodarczych. Duże gniazda wtórne, kuliste lub gruszkowate, buduje się zwykle w koronach drzew. W dużych koloniach jest ponad tysiąc osobników. Dla porównania gniazda szerszenia europejskiego liczą zwykle 200–400 osobników.
Ekipa z Francji i badania genetyczne
Zdaniem naukowców jedyną skuteczną metodą walki jest niszczenie gniazd. Pułapki są mniej skuteczne. Nicewicz poinformował, że w przyszłym tygodniu na miejsce ma przyjechać brygada z Francji wyspecjalizowana w likwidacji takich gniazd. Zadanie jest trudne ze względu na wysokość gniazda i agresywność owadów.
Badacze przeprowadzą też analizy genetyczne kilkunastu osobników. Mają ustalić, czy to nowa populacja, np. z Niemiec, Francji lub Słowenii, czy owady zawleczono, np. transportem. Nicewicz zwraca uwagę na porę roku. Jesienią królowe kopulują i zakopują się w ziemi, a wiosną zaczynają zakładać własne gniazda. Dlatego jego zdaniem trzeba działać teraz i wiosną.
Co to oznacza
Pszczelarze z Małopolski, zwłaszcza z okolic Krakowa, powinni obserwować wloty uli. Owada rozpoznaje się po długości ok. 2,5 cm, czarnym tułowiu, jednym żółto-pomarańczowym pasie na końcu odwłoka i żółtych końcówkach nóg. Molasy apeluje o zgłaszanie obserwacji do Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska. Zdjęcia i filmy można też wrzucać do aplikacji iNaturalist. Zaznacza jednocześnie, że nie należy zabijać wszystkiego, co przypomina szerszenia. Osy i trzmiele są chronione, a panika nikomu nie pomoże. Samodzielne niszczenie gniazda w koronie drzewa jest ryzykowne ze względu na agresywność owadów.





Komentarze