Należności celne i podatkowe za chińskie rowery elektryczne deklarowane jako zwykłe mogą trafić do przewoźników, bo firmy importujące już nie działają. Straty unijnego budżetu szacowane są na 125 mln euro.
Co ustalono w sprawie rowerów z Chin
Według ustaleń dziennikarzy podcastu „W związku ze śledztwem” w latach 2021–2022 przez Polskę jechały kontenery z rowerami deklarowanymi jako zwykłe, choć miały to być rowery elektryczne. Rowery elektryczne z Chin objęte są w UE cłami antydumpingowymi i wyrównawczymi, które sięgają około 80 proc. ceny.
Według tych ustaleń firmy odpowiedzialne za import nie prowadzą już działalności. Administracja skarbowa kieruje więc roszczenia do przewoźników, którzy twierdzą, że odbierali zaplombowane kontenery. Mowa o należnościach, które mogą sięgać milionów złotych.
Jak działał schemat
Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) opisywał podobne mechanizmy w komunikacie z 28 kwietnia. Towary wjeżdżały do UE w procedurze tranzytowej T1 jako przeznaczone do innych państw członkowskich, a w rzeczywistości zostawały w Polsce. OLAF przekazał informacje do śledztwa Prokuratury Europejskiej (EPPO) w Polsce.
Urząd oszacował, że cały opisany schemat, obejmujący tekstylia, obuwie, rowery elektryczne i inne towary, oznaczał uniknięcie około 118 mln euro cła i 79 mln euro VAT. W sprawie rowerów OLAF wskazywał też na fikcyjnych importerów, którzy mieli unikać odpowiedzialności za dług celny, oraz na nadużywanie procedury celnej 42, pozwalającej odroczyć VAT.
Polska jako punkt wejścia
To nie pierwsza sprawa e-rowerów z polskim wątkiem. W lutym 2024 roku OLAF i polska służba celna zajęły 20 tys. rowerów z Chin w magazynach w Polsce. Wstępnie szacowano wtedy, że uniknięto co najmniej 8 mln euro ceł antydumpingowych i 4 mln euro VAT. Z kolei EPPO w lutym 2025 roku informowała o co najmniej 25 kontenerach przemyconych do UE przez Polskę i stratach około 1,8 mln euro.
Zagrożenie dla firm kolejowych
Według doniesień o ostrzeżeniu Urzędu Transportu Kolejowego (UTK) polscy przewoźnicy kolejowi mogą zbankrutować przez długi celne za kontenery z Chin. Organy celne traktują ich jako solidarnie odpowiedzialnych za cło od towarów, które inni zaniżyli lub błędnie zadeklarowali. Przy jednym kontenerze należności mają przekraczać 367 tys. zł cła i 163 tys. zł VAT. Zagrożona ma być praca suchego portu w Małaszewiczach.
Do chwili publikacji nie udało się znaleźć komunikatu Krajowej Administracji Skarbowej o wysokości roszczeń wobec przewoźników.




