„Rzeczpospolita” opisała w piątek 30 października, jak według dokumentacji medycznej wyglądał pobyt 29-letniego Kacpra na SOR w Świdnicy; mężczyzna zmarł 5 września. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Świdnicy, a szpital zaprzecza nieprawidłowościom w organizacji pracy.
Według „Rzeczpospolitej” 29-latek z powiatu świdnickiego od dzieciństwa chorował na cukrzycę, a od dwóch lat był dializowany trzy razy w tygodniu. 1 września trafił na SOR szpitala w Świdnicy z drgawkami i wymiotami. Jak podaje gazeta, jako pierwszy sprawę nagłośnił lokalny portal Świdnica24. Poniższe ustalenia pochodzą z dokumentacji, do której dotarła redakcja „Rz”, i nie zostały potwierdzone przez szpital ani prokuraturę.
Dwa wypisy i brak dializy
Z relacji gazety wynika, że po pierwszej wizycie pacjent został wypisany i odwieziony karetką do domu. Rodzina odmówiła jego przyjęcia, bo – jak opisano – nie miał z nim kontaktu i wymagał opieki. Wrócił na SOR. W karcie pielęgnacji między wtorkiem wieczorem a środą rano czterokrotnie zapisano, że pacjent „oczekuje na dalsze decyzje” lekarza. Następnie został wypisany z adnotacją o przekazaniu na psychiatrię i 2 września przewieziony do szpitala w Wałbrzychu. Tamtejszy lekarz uznał, że nie kwalifikuje się on do oddziału psychiatrycznego, a objawy powiązał z epilepsją. Rodzina podkreśla, że Kacper nie miał rozpoznanej schizofrenii.
Po powrocie do Świdnicy po raz pierwszy – według „Rz” – wykonano gazometrię. Wykazała ciężką kwasicę: pH krwi tętniczej 6,87 (norma 7,35–7,45) i glikemię 1005. Gazeta cytuje konsultowanego specjalistę medycyny ratunkowej, który ocenia, że był to stan zagrożenia życia, a pacjent kwalifikował się na OIOM.
Pasy, reanimacja i śmierć
Lekarz zdecydował o przymusie bezpośrednim; ręce pacjenta miały być unieruchomione przez 9 godzin i 45 minut, z krótką przerwą po czterech godzinach. Prawo dopuszcza jednorazowo cztery godziny, dłuższe stosowanie wymaga kolejnej decyzji. 3 września około 5:20 doszło do nagłego zatrzymania krążenia, potem do kolejnego. Na OIOM pacjent trafił o 11:50, trzeciego dnia pobytu na SOR. Według dokumentacji lekarz przejmujący opiekę zapisał, że planowa dializa z 1 września nie została wykonana. Tomografia 4 września wykazała obraz odpowiadający śmierci mózgu, a zgon stwierdzono 5 września o 16:30. Jako bezpośrednią przyczynę wskazano obrzęk mózgu.
Lekarka i postępowanie prokuratury
„Rz” pisze też, że lekarka, która wypisała pacjenta po pierwszej wizycie, w lutym 2024 roku miała przyjmować pacjentów na SOR w Legnicy po alkoholu (ponad 2,3 promila). Według gazety legnicka prokuratura umorzyła śledztwo w czerwcu 2025 roku, uznając brak znamion przestępstwa, a sprawa trafiła też do Okręgowego Sądu Lekarskiego. Lekarka nie skomentowała sprawy dla gazety. Dyrekcja szpitala potwierdziła, że była na dyżurze, i poinformowała, że nie pracuje już na SOR. Według „Rz” nadal przyjmuje w nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej tego samego pracodawcy.
Prokuratura Rejonowa w Świdnicy prowadzi postępowanie w sprawie narażenia na niebezpieczeństwo (art. 160 § 2 Kodeksu karnego) i nieumyślnego spowodowania śmierci (art. 155). Wcześniej, po publikacjach lokalnych mediów, wszczęła postępowanie sprawdzające. Jak podaje Świdnica24, kontrolę wszczął także NFZ, a dyrekcja odsunęła od pracy na SOR lekarzy zajmujących się pacjentem do czasu zakończenia postępowania. W odpowiedzi na skargę rodziny szpital napisał, że nie stwierdził nieprawidłowości w organizacji świadczeń i że nie było ograniczeń diagnostycznych ani terapeutycznych.
Co to oznacza
Na obecnym etapie nikomu nie postawiono zarzutów, a ocena, czy doszło do błędu medycznego, należy do prokuratury i biegłych. Rodzina pacjenta może domagać się wyjaśnień także w trybie przepisów o prawach pacjenta; skargę złożyła 24 września. Szpital zapowiedział, że do rozstrzygnięć prokuratury nie będzie oceniał odpowiedzialności personelu.




