Komisja Europejska oficjalnie przyznaje, że Europa mierzy się z kolejnym kryzysem energetycznym. Komisarz ds. energii Dan Jørgensen powiedział to we wtorek 28 października po dialogu z europejskimi rafineriami.
W oświadczeniu opublikowanym w serwisie prasowym KE komisarz wskazuje, że przyczyną są „geopolityczne turbulencje”. Porównuje sytuację do roku 2022, gdy po rosyjskiej inwazji na Ukrainę podrożały ropa i produkty naftowe. Według komunikatu ceny ropy i paliw ponownie wzrosły.
Dialog z rafineriami
Dialog strategiczny z rafineriami prowadzą Dan Jørgensen i komisarz ds. obrony Andrius Kubilius. Zapowiedziała go przewodnicząca KE Ursula von der Leyen w przemówieniu w Parlamencie Europejskim przed szczytem 15–16 października. Jak wynika z jej wystąpienia, celem jest obniżenie kosztów i zapewnienie dostaw, także na potrzeby obronności.
Pod koniec zeszłego tygodnia Komisja informowała, że dostawy oleju napędowego i paliwa lotniczego pozostają napięte. Fizycznych niedoborów w UE wtedy nie odnotowano. Tak wynika z cytowanego tam komunikatu grupy koordynacyjnej ds. ropy.
Ceny i skala kryzysu
Von der Leyen podała w przemówieniu, że od końca lutego ceny gazu wzrosły o 140 proc., a ceny diesla się podwoiły. Kryzys wiąże się z wojną na Bliskim Wschodzie, którą zapoczątkowały amerykańsko-izraelskie uderzenia na Iran 28 lutego, i zakłóceniami w cieśninie Ormuz. Według Euronews, powołującego się na wypowiedzi Jørgensena, UE wydała od tego czasu ponad 100 mld euro więcej na import paliw kopalnych. Ten sam serwis podaje, że średnia cena ropy Brent we wrześniu wynosiła 101 dolarów za baryłkę.
Europejscy decydenci rozważają też ograniczanie zużycia energii. Jak informował Euronews, powołując się na dokument Rady UE, ministrowie energii mają ocenić, czy potrzebne są działania po stronie popytu. Dokument nie zawiera konkretnych propozycji cięć.
Czego brakuje
Dostępny fragment oświadczenia ma charakter diagnozy i nie zawiera nowych decyzji. Komisja nie ogłosiła nowych środków, takich jak limity cen czy obowiązkowe ograniczenia zużycia. Wcześniej Jørgensen zapowiadał, że w razie pogorszenia sytuacji KE rozważy narzędzia legislacyjne.
Co to oznacza
Dla kierowców i firm transportowych w Polsce oznacza to dalszą niepewność cen diesla i paliwa lotniczego, bo to w tych produktach napięcie jest największe. Konkretne ceny na stacjach zależą jednak od decyzji koncernów i kursu dolara. Przed zimą kluczowe będą poziomy zapasów gazu i ropy oraz ewentualne uzgodnione na poziomie UE działania w sprawie popytu.



