Zmarła Aga In America, znana Polishinfluencer i blogerka. Emily Kirchner, bo tak naprawdę nazywała się Aga, odeszła 14 czerwca 2026 roku w wieku zaledwie 34 lat.
Przyczyną śmierci był agresywny nowotwór wywołany rzadką genetyczną mutacją, która wcześniej zabrała życie jej matce i siostrze. Mimo intensywnej walki z chorobą i stosowania zarówno konwencjonalnych, jak i alternatywnych metod leczenia, organizm nie dał rady.
Dbała o zdrowie jak nikt inny
Aga była znana ze swojego bardzo zdrowego, wręcz ascetycznego stylu życia. Była weganką, a przez pewien czas nawet fruitarianką. Skrupulatnie unikała chemii w jedzeniu, kosmetykach i środkach czystości. Bliscy podkreślają, że była jedną z najbardziej świadomych osób pod względem zdrowia, jakie znali.
Niestety genetyczna predyspozycja okazała się silniejsza niż nawet najbardziej restrykcyjny styl życia.
Zostawiła trójkę dzieci
Aga miała troje children. Dwie młodsze córki niedawno otrzymały wynik testów genetycznych — nie odziedziczyły mutacji, która zabiła ich matkę, babcię i ciocię. To jedna z niewielu dobrych wiadomości w tej tragicznej historii.
Jej przyjaciółka Briana MacDowell Ross, która była przy niej w ostatnich dniach, opublikowała poruszający wpis pożegnalny, w którym opisała ich wieloletnią przyjaźń i ostatnie chwile.
„Moja ukochana Aga, znana też jako Emily Kirchner. Była naprawdę jedną z najpiękniejszych osób, jakie kiedykolwiek spotkałam w swoim życiu. Jej piękno nie było tylko powierzchowne – płynęło z głębi jej serca. Aga miała w sobie naturalną czystość, delikatność i wdzięk, których nie dało się udawać.
Skontaktowała się ze mną w 2013 albo 2014 roku z Polski. Znalazła wcześniej moje studio tańca i zapisała się na zajęcia. Szybko zostałyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Nie znała tutaj nikogo, więc kiedy wychodziła za mąż, zorganizowałam dla niej przyjęcie przedślubne i wieczór panieński. Byłam też na jej ślubie. Później przygotowałam dla niej pierwsze baby shower. Nasze children świetnie się razem bawiły.
Aga była osobą niezwykle refleksyjną i inteligentną, ale jednocześnie potrafiłyśmy śmiać się godzinami. Była najzdrowiej odżywiającą się osobą, jaką kiedykolwiek znałam – a mówiąc to JA, to naprawdę wiele znaczy. Nauczyła mnie bardzo dużo o zdrowiu i naturalnych produktach; o kosmetykach testowanych na zwierzętach i o tym, ile toksycznych substancji znajduje się w rzeczach, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Była weganką, a przez pewien czas także frutarianką. Pamiętam, jak przed każdą imprezą gorączkowo sprawdzałam, czy mam dla niej coś odpowiedniego do jedzenia – choć ona zawsze powtarzała, żebym się tym nie przejmowała. Zwykle i tak przynosili własne potrawy.
Aga miała mutację genetyczną, która wcześniej odebrała życie jej mamie i siostrze. Robiła wszystko, co w jej mocy, by wyprzedzić chorobę i nie dopuścić do rozwoju nowotworu. Była uosobieniem czystości. Dbała o to, by wszystko było jak najbardziej naturalne i wolne od toksyn – nie tylko food, ale także kosmetyki, środki higieny czy produkty do sprzątania.
Przeżyłyśmy razem wiele etapów życia: wspólne wyjścia do parków, na baseny, zajęcia taneczne, przyjęcia. W trakcie naszej przyjaźni pojawiały się i kończyły różne związki. Aga mieszkała w Kostaryce, na Florydzie i na Bali, by ostatecznie wrócić. Mimo tych zmian nasza przyjaźń nigdy się nie zmieniła.
Dlatego, gdy w grudniu 2024 roku trafiła do szpitala na biopsję guza, BYŁAM PRZY NIEJ. Wyznaczyła mnie jako osobę upoważnioną do podejmowania decyzji medycznych w jej imieniu, ponieważ ona i jej mąż byli już po rozwodzie i nie utrzymywali dobrych relacji.
Pomimo choroby Aga radziła sobie dobrze i dbała o swoje Health. Wiedziała dosłownie wszystko o metodach wspierających walkę z nowotworem: ivermektynie, fenbendazolu, wysokich dawkach witaminy C, gravioli, mniszku lekarskim, terapii światłem czerwonym, tlenoterapii, saunie i wielu innych. Była niezwykle zaangażowana i zdeterminowana.
Jednak mutacja genetyczna nie zniknęła.
W maju Aga ponownie trafiła do szpitala z powodu silnego bólu. Okazało się, że doszło do niedrożności jelit, ponieważ jeden z guzów urósł tak bardzo, że zablokował ich światło. Przeszła zabieg założenia specjalnego drenu do żołądka, aby ominąć niedrożność. Potem modliliśmy się z całych sił o cud i robiliśmy wszystko, by wspomóc proces zdrowienia, ale niestety bez skutku.
Dwa tygodnie i trzy dni temu Aga została objęta opieką hospicyjną. Jechałam wiele godzin, by przywieźć do niej dzieci, choćby tylko na pięć minut, a potem odwieźć je z powrotem.
W minioną sobotę miałam zaszczyt być z nią podczas tego, co okazało się jej ostatnią nocą z nami. Bardzo dużo się śmiałyśmy. Czesząc jej włosy, masując głowę, plecy i ramiona, modliłam się nad nią, przytulałam ją, całowałam i okazywałam jej całą swoją miłość. Kiedy zorientowała się, że zostaję z nią na noc, powiedziała: „Och, tak bardzo cię kocham”. Odpowiedziałam: „A ja tak bardzo kocham CIEBIE”. Jestem ogromnie wdzięczna za te chwile.
Wczoraj, 14 czerwca, o godzinie 18:30, Aga wzięła swój ostatni oddech, otoczona przez swoje dzieci. Trzymała dłoń na nodze swojej córki.
Proszę, módlcie się za jej dzieci. Aga osierociła troje dzieci. Chwała Bogu, że u obu córek nie wykryto mutacji genetycznej, która odebrała życie jej mamie, siostrze i jej samej. Aga zadbała o to, by zostały przebadane, a ostateczne wyniki dotyczące najmłodszej córki otrzymała zaledwie dwa tygodnie temu.
Aga, Emily, moja droga przyjaciółko – byłaś i na zawsze pozostaniesz bardzo kochana. Będzie nam Ciebie ogromnie brakować.